Wartości pokarmów cz. 1

Ażeby, żyć, potrzebujemy jeść. Dlaczego? Dożycie jest zużyciem, bo każda praca, każdy ruch, każda myśl nawet zużywa ciało.

Nic darmo na świecie! I za życie płacić musimy naturze i najdrobniejszy objaw tego życia jest już wydatkiem.

Człowiek, przechadzający się po pokoju, po godzinie waży mniej niż przed godziną, pracujący usilnie traci jeszcze więcej, a po dłuższym przeciągu czasu widocznie spada z ciała; jeżeli go dostateczną liczbą pokarmów nie odnawia. Wiadomo, że wyżeł, który cały dzień biegał na polowaniu, w ciągu tego jednego dnia schudnąć może jak szczapa. Każdy więc ruch (a wszystkie inne rodzaje czynności nie są czym innym jak ruchem) zużywa materię ciała, tak jak lokomotywa pracująca zużywa węgiel lub drzewo.

Ale myliłby się, kto by z tego wnioskował, że chcąc się wzmocnić a nie osłabnąć, potrzeba strzec się wszelkiego ruchu, wszelkiej czynności. Byłoby to zdanie całkiem fałszywe, a fałszywe dlatego, że jakkolwiek czynność jest zużyciem, ale właśnie to ciągłe zużywanie jest życiem! Żyjąc prędzej, prędzej też niszczymy organizm; ale jest pewna granica, w obrębie której czynność jest niezbędną! Zbyt mała działalność organów zwalnia też czynność odradzania, wzmacniania rozrostu i jakkolwiek nie umiera się z próżniactwa; ale też nikt nim życia nie podtrzyma.

Próżniak dobrze jedzący nie schudnie zewnętrznie ale stanie się niedołęgą; bo organa niepracujące nikną wewnętrznie, okrywając się tylko grubszą warstwą tłuszczu.

A więc chcąc żyć, jak człowiekowi przystoi, powinniśmy wszystkie organa ćwiczyć, ale ćwiczyć umiarkowanie; wtedy każda część ciała będzie się odnawiać i wzmacniać równomiernie, a taki właśnie organizm najsilniej opiera się śmierci.

Lecz ponieważ pokarm ma być wynagrodzeniem za straty w codziennym życiu ponoszone, godzi się więc człowiekowi zastanowić nad tern, jakim by sposobem mógł najodpowiedniej i najtaniej braki te zapełnić i czy czasem pokarmy, których używa nie wymagają więcej pracy na ich strawienie niż same są warte? Głód i smak dają wprawdzie pewne wskazówki, czego nam potrzeba i co jest odpowiedniejsze; ale takie wskazówki wystarczyć mogą tylko zwierzętom i to zwierzętom w stanie dzikim żyjącym, których sztuczna hodowla i sztuczne warunki nie stępiły jeszcze naturalnego instynktu. Dla człowieka w stanie cywilizacji żyjącego jest to już niemożliwym; już on zatracił tę przezorność węchu i smaku, którą mógł niegdyś posiadać a która go ostrzegała przynajmniej przed tern, co szkodliwe. Dziś musi on sobie poszukać lepszego przewodnika, a takim jest nauka oparta na doświadczeniach i rozbiorach.

Lecz jaką miarę mamy stosować do wartości pokarmów? Co ma być podstawą do ocenienia ich pożytku dla organizmu?

Podstawa ta musi być następująca:

Pokarm powinien dawać to, co organizm utraca. Organizm utraca to, co miał, z czego się składał; a więc chcąc wiedzieć, czego ciału potrzeba, musimy najprzód wiedzieć, czym ono jest. I to zarazem będzie miarą do szczegółowej oceny wartości pokarmów. Będą one tym pożywniejsze, im więcej natura ich zbliżać się będzie do natury samego organizmu. A więc, przynajmniej w ogólnej zasadzie:

1) Pokarmy roślinne będą dla człowieka odpowiedniejsze niż mineralne, zwierzęce odpowiedniejsze niż roślinne.

Lecz ponieważ wszystkie te trzy państwa natury związane są najściślejszymi węzłami zależności i jedno bez drugiego istnieć nie może, zatem odpowiedniości tej nie można uważać za wyłączność. Większa odpowiedniość wyraża tylko przewagę, o ile zaś i w jakich granicach, zobaczymy to przy szczegółowym rozbiorze.