O wrażeniach zmysłowych cz. 1

Krajobraz o wschodzie lub zachodzie słońca, którego piękność w układzie barw i kształtów podziwiamy, dostarcza nam dwojakiego rodzaju bodźców wzrokowych: jedno płyną ze źródła światła bezpośrednio, czyli od przedmiotu świecącego a jak tu od słońca, drugie są tylko światłem odbitym, pożyczonym, bez którego jednak nie byłoby tych wszystkich tysiącznych kombinacyj wrażeń, jakie w krajobrazie spotykamy. Od sposobu padania światła, załamywania,  rozpraszania i rozkładania jego promieni założy cala rozmaitość barw, świateł, cieni i kształtów. My jednak bezpośrednio tego wszystkiego ocenić nie możemy dla nas istnieje tylko maleńki obraz na siatkówce naszego oka – maleńki obrazek nieco wklęsły, zaledwie widzialny, streszcza w sobie cały krajobraz kilku mil kwadratowych.

Widzieliśmy już, jak w zmyśle słuchu tysiące dźwięków i akordów ujmował nam, rozdzielał i łączył, maleńki aparacik słuchowy, zobaczmyż teraz jak działa organ wzroku, owego króla zmysłów.

Wiadomo, że przy pomocy soczewki, która odpowiada podwójnie wypukłemu szkłu ciemni optycznej (Camera obscura), odbija się w głębi oka obrazek tego na co patrzymy, obrazek odwrócony. Jakże daleko od tej plamki zabarwionej do tego co nazywamy wyobrażeniem, a przecież jedno z drugiego powstaje! Gdybym nie widział, nie mógłbym wspominać widoku. Otóż ten to obrazek pada na siatkówkę. Czymże jest ta siatkówka? Jest to delikatna błonka wyścielająca głąb oka, dlatego tak nazwana, że powstaje głównie z drobnych włókienek nerwu, który idąc od mózgu przebija z tylu zewnętrzną skorupę gałki ocznej i wchodzi do środka. Ujście to nie leży jednak na środku czyli naprzeciwko źrenicy, lecz nieco z boku i ukośnie, od strony nosa.

Comments

  1. By Reklama