Myśl i światło cz. 1

Już w zeszłym wieku twórca nowej chemii— Lavoisier przypuszczał, że możliwym będzie ocenienie „ilu funtom ciśnienia odpowiada praca mówcy, który wygłasza jakąś przemowę, muzyka grającego na jakimś instrumencie, i że można by nawet ocenić co jest mechanicznego w pracy filozofa, który rozmyśla, w pracy człowieka, który pisze lub muzyka, który tworzy.“

Według nowszych badań Dra Haughtona wypadałoby, że pięciogodzinna praca umysłowa zużywa tyle siły co praca mechaniczna np. brukarza, wstawiającego kamienie uliczne w ciągu dziesięciu godzin. Gdyśmy jednak w poprzednim artykule o stosunkach myśli i ciepła postawili sobie pytanie: czy możliwym jest oznaczenie mechanicznego równoważnika myśli; to przekonaliśmy się, że w tym względzie mało jeszcze zrobiono i że mamy zaledwie fakty dowodzące pewnej stałej zależności pomiędzy pracą mechaniczną z jednej, a myślą i ciepłem z drugiej strony. Jakim zaś jest szczegółowy wykładnik tej zależności, tego dotychczas oznaczyć niepodobna. Czyż jednak idzie za tein, ażebyśmy się zrzec mieli dochodzenia przynajmniej ogólnych stosunków zależności między silą ducha a siłami natury?

Owszem tylko przez ciągle zestawianie faktów analogicznych, przez ciągłe posuwanie naprzód badań drobiazgowych dojść będziemy mogli do celu rozszerzenia prawa przemienności sil i na władze duchowe, jeżeli w ogóle rozszerzenie takie jest możliwym. Nie uprzedzając więc wniosków przyszłych. zbierzmy choć to, co jest wiadome, i podobnie jakeśmy to uczynili z ciepłem, rozważmy teraz zależność naszego umysłu od innej siły fizycznej, mianowicie od światła.

Już sam ten fakt, że pomiędzy ciepłem i światłem nie ma ścisłej granicy, że czerwono kolory widma przechodzą, w cieplikowe i że w ogóle w naturze promieniom światła towarzyszą promienie ciepła, naprowadza nas na myśl, że jeżeli ciepło tak ważną rolę w calem życiu organicznym, a więc i duchowym odgrywa- to niemniej i światło nie powinno być bez wpływu.

W samej rzeczy wiadomo, że życie roślinne, z wyjątkiem jedynie niektórych grup niższych, jest niemożliwym bez światła, a zwierzęta, chociaż w mniejszym stopniu, także wpływowi jego ulegają, i tylko niższe istoty morskie, w wielkich głębiach żyjące, mogą się obejść bez światła. W działaniu światła na rośliny zdaje się głównie pośredniczyć chlorofil, tj. ziarna barwniku nadającego wierzchnim częściom rośliny ich kolor zielony i który pod wpływem światła rozkłada kwas węglany, pochłaniając węgiel a wydzielając tlen. W ciemności, jak zauważył jeszcze Inyenliouz, zielone części rośliny coraz mniej tlenu wydzielają fakt ten znajduje się w związku z tak zwanym snem wielu roślin. Wrażliwe te istoty w ciemności opuszczają listki, a niekiedy układają je wzdłuż łodygi lub głównej szypułki; jeżeli jednak oświeci się je sztucznym światłem, jak to czynił de Candolle, wówczas sen ich zostaje przerwany, i możemy zarówno zmusić je do czuwania w nocy, jak i do snu we dnie, po szczelnym zasłonięciu od światła.

W ostatnich czasach zauważono nawet analogiczny wpływ światła na zwierzęta. Te, którym oczy szczelnie zawiązywano, okazywały słabszą przemianę materii; z czego wypada, że nawet promienie światła na siatkówkę padające mają władzę pobudzania głównych funkcji życiowych. Fakt ten pozwala nam do pewnego stopnia zrozumieć, dlaczego pogodny i jasny ranek czyni nas rzeźwiejszymi i weselszymi niż niebo chmurami powleczone; a kto obserwował samego siebie podczas długotrwałej niepogody, kiedy z dnia na dzień niebo chmurzy się i chmurzy, a słońca jak nie ma tak nie ma; ten przyzna, że wpływ ten bynajmniej nie jest słabym i nieraz do prawdziwej melancholii doprowadza.