Myśl i ciepło cz. 13

Otóż w normalnym stanie rzeczy przemiana ta odbywa się powolnie i krew żylna, która odpływa od organu, jest dostatecznie już przezeń wyeksploatowaną, zawiera już bardzo mało tlenu, a natomiast wiele kwasu węglanego, jest ciemną, niezbyt gęstą i niezbyt ogrzaną. Tymczasem jeżeli przetniemy nitkę nerwu sympatycznego, która owe wymianę krwi w naczyniach włoskowatych reguluje, wówczas’ naczynia te zaczynają działać jakby na gwałt, tracą zwykłą swą miejscową, umiarkowaną prawidłowość, zaczynają ulegać biernie kolejnym skurczom wielkiego zbiornika, to jest serca, krew przepływa w nierównie większej ilości, wymiana materii jest szybka, ale niedokładna; krew bowiem nie oddaje organom całej ilości materiału odżywczego i odpływa gęstsza, jakby skrzepła, jaśniejsza i cieplejsza. W skutek tego, w organie powstaje stan zapalny, któremu zawsze towarzyszy podniesienie temperatur i odczuwamy je za pomocą odpowiednich nerwów czuciowych. Jeżeli teraz pozostałą gałązkę nerwu sympatycznego sztucznie pobudzimy do działania, strumieniem elektrycznym, wówczas naczynia kapilarne skurczą się, krew przesiąkać będzie wolniej i dawny porządek powróci. Widocznie więc działanie nerwu sympatycznego na miejscowe czynności naczyń włoskowatych jest tego rodzaju, że miarkuje stan zapalny, utrzymuje przemianę materii w karbach naturalnych i racjonalnych, a tom samem oziębia dany organ. Zważywszy teraz, że zwoje nerwu sympatycznego pomimo swej autonomii znajdują się w ścisłym związku z centralnym systemem nerwowym, a więc i z mózgiem, że jakkolwiek nie zależą wprost od woli, ale odbijają niejako działanie uczuć; będziemy mogli pojąć, dlaczego nadmierne wzruszenia, a te są zawsze przykre, w skutek swej ekstensywności, dochodząc aż do węzłów sympatycznych, mogą obniżać temperaturę pojedynczych organów, lub nawet i całego ciała. Potrzeba tylko objaśnić, dlaczego podrażnienia nerwowe, odpowiadające uczuciom przyjemnym, jakkolwiek także się rozprzestrzeniają, działają jednak przeciwnie.

Zauważmy najprzód, że jeżeli uczucia przykre wywołują ruchy, to mogą być one szybkie, ale nie rozległe, gwałtowne, ale chwilowe tylko, w ogóle zaś smutnym uczuciom towarzyszy raczej nieruchomość ciała, bezwładne opadnięcie głowy i mięśni twarzowych, monotonne załamanie rąk i ociężałość ogólna; tymczasem wrażenia przyjemne, wesołość i radość objawia się śmiechem, ożywioną mową, różnorodnymi gestami, skokami itd. Widocznie więc wzruszenia przyjemne więcej się rozchodzą po nerwach od woli zależnych, aniżeli przykre; natomiast wzruszenia przykre silniej działają na wewnątrz np. na różne gruczoły łzowe, na serce, na płuca, na żołądek, a więc na nerwy od woli niezależne, na nerwy sympatyczne. Widzieliśmy to już przy działaniu ich na miejscowe naczynio-ruchowe nerwy, które ściskając naczynia obniżają temperaturę. Dzieje się to za sprawą owego antagonizmu, jaki istnieje pomiędzy czynnością samorodną serca, które znaczną ilość krwi gwałtownie wtryskuje w naczynia, a działaniem nerwów naczynio-ruchowych, które ten wpływ miarkują i regulują, ściągając włókna naczyń. Jeżeli zatem przeważy spotęgowane działanie serca, to będziemy mieli znaczne podniesienie temperatury; jeżeli zaś przeważy podrażnienie nerwu sympatycznego, to powstanie oziębienie.

Zaznaczywszy ten stosunek, rozpatrzmy teraz inny jeszcze ciekawszy: serce kurczy się i rozszerza samodzielnie i niezmordowanie pod wpływem zwojów i nerwów sympatycznych w nim samym zawartych, ale niemniej jednak, nie tylko, że nie jest ono odosobnione od mózgu, lecz nawet najściślej się z nim łączy. Mózg oddziaływa na serce przez nerwy, serce zaś oddziaływa na mózg przez naczynia krwionośne. Każda żywsza czynność mózgu powoduje żywszy napływ krwi i nawrót. Jeżeli zaś ciekawe to pośrednictwo bliżej zbadamy, to przekonamy się, że jest ono dziełem dziesiątej pary nerwów z głowy wychodzących, czyli nitek tak zwanego nerwu błędnego. Ten to nerw  po różnych organach błądzący, chociaż nie bez potrzeby, jest zarazem winowajcą i dobrodziejem naszego życia duchowego. Ażeby zaś lepiej skorzystać z jego znajomości, zestawmy fakty psychologiczne, które mamy objaśnić, z faktami fizjologicznymi, które już dobrze są znane. Otóż wiadomo, że:

1) Czynność duchowa obojętna wcale nie wywołuje zmian w ruchach serca.

2) Wzruszenie umiarkowane przyjemne ożywia ruchy serca, podbudza żywotność całego organizmu, rozgrzewa.

3) Wzruszenie gwałtowne bolesne wstrzymuje ruchy serca, osłabia żywotność całego organizmu, oziębia.

4) Jeżeli jednak bolesne wrażenie moralne, np. wiadomość o śmierci drogiej osoby, przychodzi zwolna i stopniowo; jeżeli dowiadujemy się najprzód o chorobie, potem o braku nadziei, i wreszcie o śmierci: wówczas wrażenie to działa słabiej i nie sprowadza tak zgubnych następstw.

5) Nawet dość silne wrażenie, po pewnym czasie, daje się przezwyciężyć, i zwolna coraz słabiej objawiamy naszą boleść, serce odzyskuje swobodę, temperatura normalna wraca.